sobota, 21 kwietnia 2012

Kolorowych snów, czyli jakie chore rzeczy wytwarza wyobraźnia Sao podczas snu

Do napisania tego postu zainspirowały mnie, jak nietrudno się domyślić, moje sny. Ostatnimi czasy Sao ma sny prorocze, więc może istnieje jakiś maleńki procent szans, że te się spełnią... mam taką nadzieję. 

Bon Jovi 
Sao od wakacji zeszłego roku ma kompletną fazę na zespół Bon Jovi (tylko starsze kawałki). Kapela tylko raz zagościła w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju, a było to w grudniu na początku tego tysiąclecia. Koncert był FATALNIE zorganizowany (TVP, dziękujemy </3), a pracownicy stacji organizującej imprezę nie wiedzieli o przyjeździe Bon Jovi dwadzieścia cztery godziny przed balangą. Skoro sami zatrudnieni nie wiedzieli o tym, to i sam występ odbył się tylko dla tzw. wybrańców, i to w klubie, więc ze względu na nagłośnienie zespół poleciał z playbacku. Sam Jon Bon Jovi tak skomentował wspaniałe widoki Warszawy:
To jest stolica? Nie wygląda.
Także tego. Sao codziennie poświęcała swój czas i dobre oceny z matematyki (które nie były wspaniałe już wcześniej, ale co tam) i właziła w Google, szukając chociażby namiastki informacji, które pozwoliłyby jej spać spokojnie wiedząc, że już za chwilkę, już za momencik, usłyszy swój ukochany zespół na żywo. Nic dziwnego, że w jej śnie, przeglądając internet (w tym miejscu chciałabym serdecznie pozdrowić moją polonistkę, której nie udało się niestety nauczyć mnie logiczności i sensu moich wypowiedzi, całuski), a konkretniej tvn24.pl, zobaczyła na głównej stronie wieeeeelkie zdjęcie Jona z napisem 'Bon Jovi w Polsce 2012'. Moja reakcja?
Sao z niepokojącą łatwością uzyskuje bilety na koncert zespołu i zgodę rodziców, umawia się z koleżankami, jedzie o 12.00 zaklepywać z nimi miejsca tuż pod sceną (o 20.00 zaczynała się balanga, ale dla ukochanej kapeli wszystko), już sobie wyobrażała, jak Jon weźmie ją na scenę i nie będzie jej kazał śpiewać, ocalając tym samym miliony ludzkich istnień, będą tańczyli do Bed Of Roses (mhm, Dżon robi takie numery),a tutaj... bum. Szara rzeczywistość, budzik dzwoni o siódmej, a już godzinę później miała szprechać po niemiecku jak opętana.

Związki na Facebooku
Sao ma w klasie kolegę o bardzo ładnym imieniu, którego nie wyjawi ze względu na dane osobowe i inne pierdółki. Jest mądry, inteligentny (a przynajmniej tak jej się wydaje), słucha spoko-spoko muzyki, no i wydawało jej się, że są w dobrych kontaktach ze sobą. 
<warning, nuda mode on>Na każdej przerwie czuła na sobie jego wzrok, dosyć często słyszała od niego komplementy. Sao trochę się zawiodła, bo myślała, że jest inny. Otóż, pewnego słonecznego dzionka, przed jakże fascynującą lekcją (dla niewtajemniczonych, fizyka), na jego kolanach zauważyła najbardziej tępą, wredną i lafiryndowatą dziewczynę w klasie, która straciła dziewictwo w wieku dwunastu lat. Nie, żeby Sao sama chciała się znaleźć na jej miejscu, broń Boże, sama jest daleka od takich zachowań, ale... czuła się koszmarnie.<nuda mode off>
We śnie, przegląda Facebooka, a konkretniej, informacje w swoim profilu (nie zapominajmy, że to sen, a takie dziwne sytuacje mogą się wydarzyć), a tutaj patrzy: w związku z użytkownikiem Pan Iksiński. Sao wpada w wielki wytrzeszcz, waląc się cegłą, próbuje sobie przypomnieć - O CO KAMAN?! 
A jeszcze tego samego dnia, tym razem już nie we śnie, poprzez milutkie koleżaneczki, dowiaduje się, że Pan Iksiński uważa, że Sao wygląda jak chłopak. </3

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Ogłoszenia parafiaaalneeee!

Pierwsze primo: z postem troszeczkę się spóźnię (japoński zapłon, nie ma to jak informować po fakcie), powody wiadome. Szkoła, szkoła, szkoła -_-
Drugie primo: BŁAGAM WAS, TRZYMAJCIE KCIUKI ZA MNIE.
Sao prowadzi lekcję z biologii na szóstkę na koniec I klasy gimnazjum, a że nieodłącznym elementem osobowości Sao jest jej zabójczy japoński zapłon, skapnęła się, że ma debilnych i dziecinnych ludzi w klasie i bardzo trudno będzie ich ignorować.
Trzecie primo: do zobaczenia!

wtorek, 10 kwietnia 2012

Bonjur od Aprill!

Dzień dobry, tu Aprill :3
Pisząc ten powitalny post (numer 2 ;d) obgryzam właśnie cukrowego baranka, który chyba jest jadalny, co świadczy m. in. o tym, że lubię jeść. A jeszcze bardziej lubię gotować. Mam nadzieję, że nie popełnie jakiegoś karygodnego faux pas i, że będzie nam razem dobrze. W tym i następnym i jesszcze przynajmniej przez trochę, będziemy razem z Sao męczyć Was, drodzy czytelnicy, tym co dzieje się w naszych głowach. Możecie na pewno spodziewać się czegoś o gotowaniu, a także o muzyce i wielu innych normalnych oraz tych nienormalnych rzeczy.
Oczekujcie, na zdjęcia z Paryża :)
Au rewoir, kochani!

Łelkam ewrybady!

Czyli po polsku, Witajcie Ziemianie.
Jestem Gosia i przez bliżej nieokreślony czas zamierzam razem z Aprill katować Was przemyśleniami nad różnymi nieistotnymi sprawami, udowadniać, dlaczego naleśniki z nutellą są fajniejsze od tych z cukrem pudrem, a także pozwierzać się trochę i ponarzekać, dlaczego życie jest takie beznadziejne (coś czuję, że to będzie raczej moja działka, ale ciii!).
No cóż, mam nadzieję, że to nie mój ostatni post na tym blogu ^.^ Postaram się torturować Was w każde sobotnie popołudnie, a zaczynam już w ten weekend.
Ciao, kochani!