*idzie do kąta* Aprill bardzo przeprasza za niepisanie, ale zepsuła się jej przeglądarka i tu się ujawnia wielki mózg Aprill, która naprawiła przeglądarkę ;D Dzięki, opero! *wraca z kąta*
Do rzeczy!
Paryż - miasto zakochanych. Ja tam zakochana jestem w jedzeniu, księgarni Shakespeare & Company i drugim tomie "Mastering the Art of French Cooking" (btw, wielkie przetłumaczanie przepisów, witaj).
Na jedno wychodzi. Co dzieje się rano w miejscu takim jak Paryż? Postaram się to opisać, oczywiście nadużywając słowa "Paryż". Rano można zobaczyć ludzi zmierzających do pracy różnymi liniami metra. Czym wyróżniają się tacy ludzie? Nieobecnym spojrzeniem i, bardzo często, słuchawkami na/w uszach.
Otwierane są kawiarnie, sklepy, piekarnie. Zewsząd dobiega muzyka, woń świeżego chleba (a raczej bagietek, ale nie zagłębiajmy się w szczegóły) i wszechobecny gwar. Matki spacerują z wózkami, biznesmani śpieszą się na spotkania. Turyści wylegają z hoteli chmarami oblegając zabytki Paryża. W tym miejscu handel uliczny jest bardzo rozwinięty, często można spotkać kogoś z paczkami malboro lub małymi wieżami Eiffla czy innego rodzaju tanimi pamiątkami.
W Paryżu jest wiele targowisk. To właśnie tam najczęściej znaleźć można unikalne, regionalne składniki, których nie sposób znaleźć w zwykłym supermarkecie. I potem zrobić z nich coś dobrego :3
Aprill się żegna z obietnicą napisania nowego posta szybko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz